MENU
Amerykański styl z miętową nutą w tle

Wielki dzień Magdy i Rafała to kolejny dowód na to, że nie trzeba wyjeżdżać na koniec świata, aby poczuć się tak, jakby się tam było. Tym razem za sprawą tych dwoje, zaledwie 30 minut drogi od Warszawy odkryłem miejsce, gdzie bliskość natury okraszona miętową nutą zapachową sprawiły, że czas jakby na chwilę się zatrzymał. Duet bardzo fajnej relacji, jaką udało mi się zbudować z Młodymi oraz malowniczych okoliczności przyrody sprawił, że powstały z niego nietuzinkowe kadry.

Magda i Rafał postawili na minimalizm w kreacjach i elegancję w wystroju zarówno kościoła, jak i sali. Elegancję okraszoną klasyką, bez przepychu i zbędnych ozdobników. Subtelną i jednocześnie przyciągającą wzrok, budującą klimat. Powiedzieli sobie tak w trakcie naprawdę pięknej ceremonii zorganizowanej u Ojców Dominikanów, po czym przenieśli gości do miejsca przywodzącego na myśl luksusowy klimat rodem z Hampton.

Wesele w Miętowych Wzgórzach w Trębkach Nowych

Rezydencję Miętowe Wzgórza znajdziecie na jednym ze wzgórz w Trębkach Nowych w gminie Zakroczym. Aby tu dotrzeć, przy dobrych wiatrach wystarczy zaledwie 30 min. po wyjeździe ze stolicy. Te pół godziny jest niewspółmierne do tego, co zastajecie na miejscu. To tak, jakby wsiąść do samolotu i w krótkim czasie znaleźć się w innym państwie, wiecie, zupełnie innej przestrzeni.

Ta, do której zabrali nas Magda i Rafał otoczona została lasami i ogrodem pełnym pachnącej mięty. Panuje tu amerykański klimat, w którym każdy czuje się swobodnie. Miętowe detale wykończeniowe, kryształowe żyrandole, ogród i basen na zewnątrz – to świetne okoliczności do stworzenia pięknych ujęć.

Z Magdą i Rafałem współpracowało nam się fantastycznie. To jest bardzo ważne, bo buduje relację.
Z kolei ta relacja przekłada się na nieszablonowe, wyjątkowe kadry. Było pięknie i bardzo naturalnie. Zwróćcie uwagę na gości, każdy znalazł przestrzeń dla siebie. Jedni rozgrzewali parkiet do czerwoności, a inni rozmawiali przy basenie – ba, niektórzy nawet pływali na dmuchanym łabędziu. I ten uśmiech Młodych, bijąca z nich radość i uczucie, które ich połączyło. Myślę, że ich film ślubny wyszedł naprawdę pięknie, zresztą, oceńcie sami.

Ten dzień był dla mnie wyjątkowy także z innego powodu. To właśnie wtedy pierwszy raz poznałem Martę Kowalską. Od dawna śledziłem jej prace i zawsze podobał mi się jej styl fotografowania. To, że nadajemy na podobnych falach okazało się po wymianie kilku zdań.

ZAMKNIJ